Świadectwo uczestniczki weekendu dla duszy

 

Coroczne dni skupienia dla Współpracujących Apostołek Jezusa Ukrzyżowanego odbyły się w zakonnym domu Instytutu w Częstochowie w dniach 31 sierpnia i 1 września 2024 r. i przebiegały pod hasłem "Modlitwa wyrazem miłości, życiową limfą, siłą i zwycięstwem w codziennej walce".

 

Przez ten czas – dość krótki, bo to tylko niecałe 2 dni, ale intensywny – mogłam pobyć we wspólnocie, co dla mnie jest bardzo ważne. Tematem spotkań była nasza relacja z Panem Bogiem. Najistotniejszym dla mnie było przypomnienie o tym, że nasze nieustanne trwanie przy Bogu niekoniecznie oznacza, że mamy ciągle się modlić, tzn. klęczeć, odmawiać różańce, koronki czy inne modlitwy, ale że mamy stale dążyć do całkowitego i jak najdoskonalszego zjednoczenia naszej woli z wolą Bożą. Jeszcze raz podczas głoszonych homilii i katechez Bóg pokazał mi wartość cierpienia i że można z nim żyć, a co najważniejsze ofiarować go Panu i łączyć z Jego Męką, czerpiąc siły z Eucharystii. Zaproszony kapłan nawiązywał też i zapraszał nas m.in. do życia na wzór Matki Bożej i polecania się Jej przemożnemu wstawiennictwu. Rozważaliśmy wspólnie fragment Łukaszowej Ewangelii, pieśń Magnificat, w której Maryja uwielbiała Boga „zanurzając się”, czerpiąc i cytując słowa zawarte na kartach Pisma Świętego Starego Testamentu. Dodatkową łaską na tych rekolekcjach w moim odczuciu była ośmiomiesięczna dziewczynka, której obecność uświadomiła mi, że każda kobieta ma w sobie instynkt macierzyński. I nawet jeśli jest konsekrowaną, poświęconą Bogu, to wtedy realizuje powołanie do macierzyństwa w innej formie, na sposób duchowy.

 

Jeszcze jednym szczegółem chcę się tu podzielić, na który patrzę jako na miłą niespodziankę Matki Bożej dla mnie. W czasie tych dni skupienia był też czas, by móc odwiedzić Jasną Górę. Gdy prawie na nią dotarliśmy, mój tata zawiedziony i trochę smutny stwierdził, że nie ma, gdzie zaparkować. Ja na to: „Maryjo, ja chcę do Ciebie!” i nagle miejsce się znalazło. Gdy doszliśmy do Kaplicy Cudownego Obrazu, okazało się, że kończy się Msza św. Akurat był moment Komunii Św. i ludzie przez środek zrobili przejście, więc nam tym utworzonym korytarzem udało się dojść aż za kraty, jakby Matka Boża powiedziała mi: „Czekałam tu na Ciebie”.

 

Joanna Szyłak, współpracująca konsekrowana