Modlitwa i sakramenty w życiu św. Ojca Pio

Ojciec Pio był przede wszystkim człowiekiem modlitwy. Sam o sobie mawiał: „Chcę być tylko biednym bratem, który się modli”. Częste spotkanie z Bogiem na modlitwie już od dzieciństwa było dla niego wewnętrzną koniecznością.

 

Papież Benedykt XVI w „Deus caritas est” przytacza słowa świętego Grzegorza Wielkiego: „Dobry pasterz powinien być zakorzeniony w kontemplacji. Tylko dzięki temu będzie mógł przejąć się do głębi potrzebami innych, tak, by stały się jego” (DCE 7). Takim właśnie pasterzem głęboko żyjącym modlitwą był święty ojciec Pio. Jest on znany jako święty kapłan, spowiednik, stygmatyk, budowniczy szpitala. Bóg obdarzył go wieloma nadzwyczajnymi darami, których sława wybiegała daleko poza granice Italii, ale to, kim był i jakim był, wypływało z głębokiego życia kontemplacyjnego. Był przede wszystkim człowiekiem modlitwy. Sam o sobie mawiał: „Chcę być tylko biednym bratem, który się modli”. Częste spotkanie z Bogiem na modlitwie już od dzieciństwa było dla niego wewnętrzną koniecznością. Pobożność małego Franciszka przyciągała uwagę mieszkańców całej wioski. Zdarzało się często, że opuszczał swoich towarzyszy zabaw szukając samotności i ciszy. Innym znów razem pasąc owce składał dwa patyki w formę krzyża i kładąc go na ziemi modlił się klęcząc przez wiele godzin. Gdy był trochę starszy zdarzało mu się całą noc spędzić w kościele na adoracji Jezusa obecnego w tabernakulum.

         Będąc dorosłym mężczyzną, jako zakonnik i kapłan, jeszcze bardziej zjednoczył się z Jezusem. W listach do ojców duchowych wiele razy pisał o swojej modlitwie. 1 listopada 1913r. napisał do ojca Benedetto: „Taki oto jest mój zwyczajny sposób modlitwy: Zaledwie ją zaczynam, natychmiast czuję, że dusza zaczyna się pogrążać w takim pokoju i ukojeniu, że nie można tego wyrazić słowami. Wszystkie zmysły zostają zawieszone z wyjątkiem słuchu, ale ten zmysł nie jest dla mnie przeszkodą, i muszę wyznać, że nawet gdyby wokół mnie był bardzo wielki hałas, wcale mi to nie przeszkadza... Często zdarza się, że gdy mój umysł jest pogrążony w ciągłej myśli o Bogu zawsze przy mnie obecnym, i gdy na chwilę odbiegam myślą od Niego, natychmiast, w sposób przenikający i łagodny czuję dotknięcie Pana w samym centrum mojej duszy tak, że często jestem zmuszony ronić łzy z powodu mojej niewierności i odczucia, że mam tak dobrego i troskliwego Ojca, który przywołuje mnie z powrotem do pamiętania o Jego obecności. Innymi znowu razy znajduję się w wielkiej oschłości ducha. Czuję moje ciało przygniecione wieloma niedomaganiami. Doświadczam niemożności skupienia się na modlitwie, choć ogarniony jestem wielkim pragnieniem modlitwy”.

         Słowa ojca Pio wskazują na różne stany, w jakich znajdował się jego duch podczas modlitwy: od skupienia tak wielkiego, że nic nie było mu w stanie przeszkodzić, aż po oschłości uniemożliwiające niemalże całkowicie spotkanie z Bogiem. Tym, co jednak charakteryzuje ojca Pio jest stałe pragnienie modlitwy i kierowanie myśli ku Bogu, nieustanna postawa wdzięczności wobec Pana i wierność modlitwie, pomimo męczeństwa, którego nieraz doświadczał właśnie na modlitwie. Bóg nie pozostawał dłużnym wobec tej jego wierności; zawsze ją nagradzał ubogacając go nadprzyrodzonymi łaskami i wielką siłą. Ojciec Pio czuł się przez to gotów do walki z całym królestwem szatana. Ta jego wierność wypływała z czułej miłości do Jezusa: „Pragnę, by mój umysł nie myślał o niczym innym jak tylko o Jezusie, a moje serce nie biło jak tylko dla Niego na zawsze”.

         Osobiste doświadczenie modlitwy uczyniło z niego mistrza potrafiącego prowadzić innych po duchowych ścieżkach. Wielu, będąc pociągniętymi przez jego zanurzenie w Bogu, stawało się jego uczniami. Nawet jego kierownicy duchowi byli poruszeni jego nieustającą modlitwą. Ojciec Agostino zapisał w swoim „Dzienniku”: „Ojciec Pio jest nieustannie zjednoczony z Bogiem, co często widać nawet wtedy, gdy rozmawia z innymi”. Nic dziwnego, że tych, którzy do niego przybywali po rady duchowe zachęcał przede wszystkim do regularnej, wiernej modlitwy i do systematycznego korzystania z sakramentów. Liczne listy, które napisał do swoich duchowych dzieci oddają to, jaką wagę przywiązywał do relacji z Bogiem.

         Dla ojca Pio bardzo istotna była systematyczność w modlitwie. Sugerował, zachęcał, a nawet nakazywał codzienne rozmyślanie rano i wieczorem. Korespondencja z jego pierwszą duchową córką – Raffaeliną Cerase pokazuje konsekwencję ojca Pio w domaganiu się tej praktyki. Choć widział wyraźnie trudności swojej uczennicy, nie rezygnował, lecz z ojcowską dobrocią i delikatnością zachęcał ją do medytacji, by przekonać rozproszoną Raffaelinę do codziennego rozmyślania. Podobnie i w późniejszych latach innym swoim uczniom nakazywał modlitwę medytacyjną ucząc ich metody. W liście z 6 lutego 1915r. do Annity Rodote pisał: „Przede wszystkim stań w obecności Boga w celu uświadomienia sobie, że jest On obecny w sposób realny wraz z całym niebem w centrum Twojej duszy. Zrób wszystko, by mieć zamknięte oczy i w miarę możliwości trzymać głowę prosto z czołem opartym o jedną lub obydwie dłonie, jak Ci jest wygodniej. Rób wszystko bez pośpiechu”. Z jeszcze większymi szczegółami uczył metody medytacji Marię Gargani, łącznie z przeprowadzeniem po jej zakończeniu rachunku z tego jak modlitwa przebiegła.

Oprócz metody, ojciec Pio podejmuje też kwestię treści medytacji.  Mogła nią być jakakolwiek prawda wiary. Przede wszystkim jednak zachęcał do rozważania ziemskiego życia Pana Jezusa, od poczęcia, aż po chwalebne zmartwychwstanie i wniebowstąpienie. Szczególny jednak nacisk kładł na rozważanie Jego męki i śmierci, gdyż jak twierdził: „pod krzyżem człowiek uczy się miłości”. Nie wykluczał pomagania sobie książkami, szczególnie wtedy, gdy przychodziły trudności i było ciężko skupić się na rozważaniu. Najważniejsza jednak była wierność tej świętej praktyce: „Nie przejmuj się, że nie potrafisz odprawić medytacji tak, jak tego pragniesz. Kontynuuj, jak Ci powiedziałem i bądź pewna, że Bóg będzie zadowolony” (list do Assunty di Tommaso).

         Dla życia modlitwy nie mniej ważna od medytacji jest lektura duchowa. Ojciec Pio zauważył, że poprzez medytację my mówimy do Boga, a poprzez czytanie świętych ksiąg, szczególnie Pisma świętego, to On mówi do nas. Czytanie duchowe jest czymś innym od zwykłego czytania, dlatego konieczne jest, by czytający był odpowiednio usposobiony, to jest, by był gotów poddać się kierownictwu Ducha Świętego, unikając wszelkiej naukowej dociekliwości. Modlitewne czytanie nie jest bowiem czytaniem dla celów naukowych, lecz wyłącznie po to, by podobać się Bogu i pełnić Jego wolę. W liście z 28 lipca 1914r. pisanym do Raffaeliny Cerase ojciec Pio robi wykład o tym, co na temat świętego czytania mówili święci ludzie. Przytacza myśli św. Bernarda, św. Hieronima, św. Augustyna, św. Grzegorza, św. Ignacego i św. Colombana. Do tego dodaje swoje osobiste doświadczenie związane z pobożnym czytaniem, by przekonać Raffaelinę o konieczności tej praktyki. Spośród świętych książek na pierwsze miejsce wysuwa się Słowo Boże, które ojciec Pio często cytuje w swoich listach, dając tym samym dowód, że znał je doskonale. Raffaelinie poleca czytać wiele, bo „czytanie duchowe jest tak konieczne jak powietrze, które wdychamy”. Temat duchowej lektury ojciec Pio podejmuje wiele razy także w korespondencji z innymi osobami: z Marią Gargani, Erminią Gargani czy też w listach do seminarzystów.

         Modlitwę chrześcijanina powinna charakteryzować przede wszystkim prostota wynikająca z wiary, że jesteśmy w obecności kochającego nas Boga. Ojciec Pio rozmawiał z Bogiem o wszystkim, tak jak rozmawia się z przyjacielem. Ojciec Agostino, świadek jego ekstaz, zapisał wiele słów wypowiedzianych przez świętego do ukazującego mu się Jezusa, Maryi czy świętych. Były to słowa proste, słowa miłości i czułości, a także słowa dotyczące codziennego życia. To proste obcowanie z niebem sprawiało, że czymś naturalnym było dla niego spontaniczne, wręcz zuchwałe zwracanie się do Boga we wszystkich sprawach, szczególnie zaś duchowych. Raffaelinie, która pragnęła wzrostu miłości radzi: „Powiedz Jezusowi: Jezu, chcesz ode mnie więcej miłości? Ja też pragnę tego bardziej niż łania pragnie wody źródlanej, ale sam widzisz, że nie mam jej więcej! Daj mi ją, a wtedy Ci ją ofiaruję!”.

         Pełne prostoty obcowanie ojca Pio z Bogiem nacechowane było wielką ufnością wobec Pana Wszechświata. Pośród największych ciemności zwracał się do Boga z całkowitym zawierzeniem: „O moje Dobro, gdzie jesteś? Straciłem Cię, zagubiłem się szukając Ciebie, bo przyjąłeś ofiarę, którą Ci złożyłem. Wszystko przyjąłeś, zabrałeś mi wszystko jako Najwyższy Pan. Ufam Ci i oczekuję Twojej opieki nad moim wszystkim. Zawierzam się Tobie aż po największą udrękę miłości”. Nic dziwnego, że tak ufnej modlitwy uczył także i innych, szczególnie w chwilach trudnych, gdy dusza ogarnięta jest przez ciemności. Do księdza Evangelista w 1915r. pisał: „Umacniajmy się zawsze obietnicą Boskiego Mistrza: „proście, a będzie wam dane, szukajcie, z znajdziecie, pukajcie, a otworzą wam” (Mt 7,8), by uciekać się do Boga w pokornej i ufnej modlitwie. Zbliżajmy się więc do tego ojcowskiego serca pełni wiary, i z synowskim zawierzeniem prośmy Go o zwycięstwo nad nami samymi...”. Do Raffaeliny natomiast pisał, że pokorna i przepełniona bólem modlitwa triumfuje nad samym Bogiem, że Go „rozbraja, zwycięża, łagodzi i sprawia, iż staje się On niemal zależnym od nas przyjacielem”, zmniejszając dystans pomiędzy Bogiem i człowiekiem.

         Wierna i ufna modlitwa nie jest jednak wystarczająca. Konieczne jest zbliżanie się do osoby Jezusa Chrystusa obecnego pod sakramentalnymi znakami. Ojciec Pio sam na sobie doświadczał głębokich efektów spotkania z Jezusem w Eucharystii i w sakramencie pokuty i pojednania. Przystępował często do sakramentu spowiedzi świętej, doświadczając w niej Bożego przebaczenia i umocnienia w wierności powierzonej mu misji. W niektórych okresach swego życia spowiadał się prawie codziennie przed przystąpieniem do Bożego ołtarza. Czuł się wielkim grzesznikiem i odczuwał potrzebę częstej spowiedzi, choć w samej spowiedzi nie miał za wiele do powiedzenia i nie pamiętał nic konkretnego. Dowodzi to jasnej świadomości Ojca Pio, że jest po stronie grzeszników będąc stworzeniem całkowicie i we wszystkim zależnym od Boga, potrzebującym Jego miłosierdzia. Wielokrotnie zwierzał się swoim kierownikom duchowym z własnej nędzy, jakiej doświadczał. 8 grudnia 1914 roku tak pisze do ojca Agostino: „Jezus chciał uczynić ze mnie przykład łaski i pokazać mnie wszystkim grzesznikom, by nie rozpaczali”. Także ojcu Benedetto w 1915 roku pisał o swojej „niegodziwości i zdeformowaniu wewnętrznym”.

         Świadomość skażonej grzechem ludzkiej natury sprawiała, że ojciec Pio znał miłosierdzie Boga i znał samego siebie. Nie czuł się zgorszony ludzkimi słabościami. Wysłuchiwał ich w konfesjonale po kilkanaście godzin dziennie. Można by powiedzieć, że nie tyle słuchał grzechów, ile stosunku penitenta do grzechu. Spowiedź u niego musiała wiązać się z nawróceniem, z radykalnym zerwaniem z grzechem i przemianą życia. Tak wielkie i trwałe owoce krótkiej, bo dwu, trzyminutowej spowiedzi mogą zadziwić. Było to możliwe dzięki nadzwyczajnym zdolnościom, które ojciec Pio posiadał, szczególnie dzięki darowi przenikania ludzkich sumień. Sam tak pisze o swojej posłudze spowiednika: „Widząc Boga, który jest bliski rzucenia swoich piorunów, nie znajduję innego rozwiązania, jak podnieść jedną rękę, by powstrzymać Jego ramię, a drugą zwrócić ku bratu, by odrzucił od siebie zło i by oddalił się od stanu, w jakim się znajduje”. Oto sekret tak licznych i pięknych nawróceń: ojciec Pio osobiście uczestniczył w wyjściu z grzechu i narodzeniu się do życia w łasce swoich licznych penitentów. Dusze rzeczywiście doświadczały niezwykłej skuteczności sakramentalnego spotkania z Bogiem w konfesjonale ojca Pio.

         Nie zawsze jednak penitenci byli właściwie usposobieni. Ojciec Pio dla tych, którzy byli szczerzy i mający stanowcze postanowienie poprawy był łagodny i dobrotliwy, lecz dla penitentów powierzchownych, nieszczerych i obłudnych był bardzo surowy. Około 30% osób odsyłał od konfesjonału nie udzielając rozgrzeszenia. Niektórzy byli zdumieni, jak człowiek, uważany za świętego, który powinien naśladować Mistrza w Jego łagodności, niejednokrotnie stawał się wręcz gwałtowny wobec spowiadających się u niego wiernych. On sam tak odpowiada na stawiany mu zarzut: „Nigdy nie żałuję, gdy nie dam absolucji, bo gdy ktoś przychodzi do spowiedzi nie będąc przekonanym o swoim grzechu, brak rozgrzeszenia robi mu dobrze, gdyż odwołuje go do rzeczywistego jego stanu, w jakim się znajduje i chroni go przed świętokradzką spowiedzią”. Jako spowiednik brał na siebie odpowiedzialność, modląc się i pokutując za tych, których spowiadał: „Czuję, że mam siłę, by wyrzec się wszystkiego, żeby tylko dusze wróciły do Jezusa i kochały Go”.

„Prawie zawsze – powiedział w czasie kanonizacji ojca Pio Jan Paweł II – penitenci ci wracali do niego pragnąc rozgrzeszenia”. Wielu z nich stawało się jego duchowymi dziećmi.

         Choć spowiedzi u ojca Pio nie były „wygodne” z ludzkiego punktu widzenia, ludzie tłumnie zjeżdżali się do niego z różnych zakątków świata, gdyż konfesjonał ojca Pio przywracał im pokój, którego nieraz nie doświadczali przez długie lata. Tym, co sprawiało, że ojciec Pio jednych przyjmował z otwartymi ramionami, a innych z niezadowoleniem odsyłał, była w jednym i drugim przypadku miłość. Jego konfesjonał stał się swoistą kliniką, w której zradzał dzieci dla Boga. Całe życie kapłańskie ojciec Pio spędził w konfesjonale i tylko sam Bóg wie, ilu synów marnotrawnych do Niego powróciło dzięki posłudze tego skromnego, zakochanego w Bogu i duszach zakonnika. 24 kwietnia 1918 roku tak pisze do Erminii Gargani i jej siostry: „Proś Boga, żebyśmy się tak szybko nie spotkali osobiście, bo policzę się z wami i nie wzruszą mnie ani łzy, ani wymuszona dobroć”, lecz po chwili dodaje: „Piszcie do mnie zawsze z tym samym, co do tej pory zaufaniem i szczerością, pewne, że znajdziecie we mnie ducha, który potrafi współczuć słabościom swoich dzieci i jest pełen dobrej woli, by im pomóc”. Te słowa oddają dobrze ducha ojca Pio, który w swoich słowach i działaniach kierował się jedynie miłością i dobrem tych, którzy przez Bożą opatrzność zostali mu powierzeni. Swoich penitentów zaś wychowywał do miłości, „gdyż – jak powiadał – grzech nie jest tylko pogwałceniem Bożego prawa, lecz przede wszystkim pogwałceniem miłości”.

         Nie wystarczy raz przemienić życie i odrzucić zło. Trzeba jeszcze wytrwać w dobrym. Pomocą w nieustannym trwaniu w łasce jest nie tylko częsta spowiedź, ale także zjednoczenie z Jezusem Eucharystycznym. Dla samego ojca Pio Msza i Komunia święta były wewnętrzną koniecznością. Gdy przebywał w Pietrelcinie wyznał ojcu Benedetto: „Ponieważ nie mogę nie zjednoczyć się z Jezusem, wiele razy z wysoką gorączką czuję się przymuszony, by iść i nakarmić się Jego Ciałem. Ten głód i pragnienie zamiast zaspokojenia, po przyjęciu sakramentu jeszcze bardziej wzrastają”. Ojciec Pio czuł się niezaspokojony w pragnieniu przyjęcia przemieniającej Miłości w sakramencie Komunii świętej. To właśnie Bóg, który jest Miłością sprawiał, że on sam przemieniał się w miłość. Cała Msza święta przez niego odprawiana była utożsamieniem się z Jezusem-Ofiarą. Ubogi kapucyn wstępował na ołtarz jak na własną Kalwarię, by zaczerpnąć ze skarbów Odkupienia i móc je później rozdawać w sakramencie pokuty i pojednania.

         Wobec nieskończonej Miłości, przychodzącej w Komunii świętej, ojciec Pio czuł się mały i niegodny takiego spotkania. Uważał za szczyt Bożego miłosierdzia uniżenie się Boga, by zjednoczyć się ze słabym i grzesznym stworzeniem. Wyznaje ojcu Agostino: „Czuję się zawstydzony i płacząc powtarzam: Jezu, pokarmie mój!.. Najbardziej zasmuca mnie to, że za tak wielką miłość Jezusa odpłacam tak wielką niewdzięcznością (...) Codziennie rano przychodzi do mnie (...) Gdyby to było w mojej mocy, chciałbym moją krwią obmyć te miejsca, gdzie popełniłem tak wiele grzechów i gdzie zgorszyłem tak wiele dusz”. Wydaje się, że ojciec Pio często przesadza, używając tych i podobnych zwrotów. Jest to spowodowane głęboką znajomością swej ludzkiej słabości i świadomością nieskończonego majestatu Boga. Ojciec Pio wiedział dobrze, że Komunia święta jest spotkaniem nicości z miłosierdziem i tak właśnie te spotkania przeżywał. Rozumiał Komunię jako odnowę w Chrystusie.

Spotkanie z Jezusem Eucharystycznym nie może być pustym gestem, ale środkiem do osiągnięcia doskonałości. W lipcu 1917 roku ojciec Pio pisał do Marii Gargani: „Najświętszą Eucharystię należy przyjmować z pragnieniem i zaangażowaniem, by usunąć z serca wszystko, co nie podoba się Temu, którego chcemy gościć”. Uczestnictwo we Mszy świętej i przyjmowanie Komunii świętej jest dla każdego człowieka, gdyż uzdalnia do pracy nad sobą, pomaga przyozdobić się w cnoty i usunąć wady. W tym sensie pełne uczestnictwo we Mszy świętej jest szkołą praktykowania cnót, szczególnie zaś cnoty miłości. Stosunek ojca Pio do Eucharystii jest potwierdzeniem słów napisanych prawie 40 lat po jego śmierci przez papieża Benedykta XVI: „Eucharystia, która nie przekłada się na miłość konkretnie praktykowaną, jest sama w sobie fragmentaryczna” (DCE 14).

S. Anna Kołoch AJC